Hawana (Kuba) - cz. 4 || Havanna (Kuba) - Teil 4 (06.2019)

PL: Witajcie! Dziś nadszedł czas na relację z ostatniego dnia mojego pobytu na Kubie. Tutaj znajdziecie pozostałe wpisy: część 1, część 2, część 3. Poniedziałek spędziłam z koleżanką z Belgii, którą poznałam podczas mojej urodzinowej niespodzianki w hotelu. Po wspólnym śniadaniu udałyśmy się na jeden z najpiękniejszych rooftopów Hawany. Stamtąd widać było panoramę całego miasta. Z racji takiej, że ona znała już Hawanę, postanowiłyśmy urządzić sobie pieszy spacer uliczkami miasta. Zwiedzałyśmy kościoły, przejechałyśmy się coco taxi do placu z zabytkowymi samochodami, byłyśmy w szkole salsy, kupiłyśmy kubańską TuKolę, wysłałyśmy pocztówki, a w międzyczasie nauczyłam się jeść trzcinę cukrową w mohito. Muszę przyznać, że najbardziej na Kubie, a przede wszystkim w starej Hawanie urzekło mnie to, że życie tam toczy się na ulicy. To jak cofnięcie się w czasach o jakieś 50 lat... Ci ludzie nie mają komputerów, internetu, telewizorów plazmowych, a często nawet okien w domach. Jednoczeście wszyscy spędzają czas siedząc przed domem wraz z rodziną i sąsiadami. Grają w karty, szachy, gry planszowe, piją herbatę na ulicy... A jak tylko przechodzi obok nich ktoś z obcego kraju, to od razu zagadują, chwalą i mówią "beautiful", czyli jedno z niewielu słów, jakie umieją po angielsku. Ale to jest słodkie i urzekające. Rano sprzedają świeże kwiaty, warzywa i pieczywo. W nocy słuchają muzyki i...żyją pełnią życia. Jest jeszcze jedna rzecz, o której Wam nie wspomniałam, a mianowicie to, że na Kubie jest dość spory problem z dostępem do... mydła. Wzięłam więc przeróżne zapachowe mydełka oraz... żelki. Rozdawałam je ludziom, którzy mnie zagadywali lub mi pomogli albo dzieciom na ulicy. Pamiętam jak pewnego dnia podczas ulewy dałam jednej dziewczynce żelki. Następnego dnia szłam przez miasto i ktoś z daleka krzyczał do mnie po angielsku "hello"... tak, to była ona! Spotkałam ją całkiem przypadkiem drugi raz i na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech. Czas na Kubie był krótki, ale wspaniały. Nigdy nie zapomnę tej podróży. W dodatku na koniec tej podróży czekała na mnie taksówka oldtimer, którą pojechałam na lotnisko. A sukienka, którą miałam na sobie pochodzi ze sklepu Karko, w którym z kodem magdalena otrzymacie 15% rabatu!

DE: Hallo! Jetzt ist die Zeit, um über den letzten Tag meines Aufenthalts auf Kuba zu berichten. Hier findet ihr die restlichen Beiträge: Teil 1, Teil 2 und Teil 3. Ich habe den Montag mit einer Freundin aus Belgien verbracht, die ich während meiner Geburtstagsüberraschung im Hotel kennengelernt habe. Nach dem gemeinsamen Frühstück gingen wir zu einem der schönsten Dächer Havannas. Von dort konnte man das Panorama der ganzen Stadt sehen. Aufgrund der Tatsache, dass sie Havanna bereits kannte, beschlossen wir, einen Spaziergang durch die Straßen der Stadt zu machen. Wir besuchten Kirchen, fuhren mit einem Cocotaxi zum Platz mit alten Autos, besuchten eine Salsaschule, kauften eine kubanische TuKola, verschickten Postkarten und ich lernte in der Zwischenzeit Zuckerrohr im Mohito zu essen. Ich muss zugeben, dass ich am meisten in Kuba und besonders im alten Havanna von der Tatsache fasziniert war, dass das Leben auf der Straße stattfindet. Es ist, als ob man ungefähr 50 Jahre zurückgeht... Diese Leute haben keine Computer, kein Internet, keine Plasmafernseher und oft sogar keine Fenster in den Häusern. Gleichzeitig verbringt jeder Zeit damit, mit seiner Familie und seinen Nachbarn vor dem Haus zu sitzen. Sie spielen Karten, Schach, Brettspiele, trinken Tee auf der Straße... Und sobald jemand aus einem fremden Land vorbeiläft, sprechen sie diese Person sofort an, loben und sagen "beautiful", eines der wenigen Wörter, die sie auf Englisch sprechen können. Aber es ist süß und fesselnd. Am Morgen verkaufen sie frische Blumen, Gemüse und Brot. Nachts hören sie Musik und... leben das Leben in vollen Zügen. Es gibt noch eine Sache, die ich nicht erwähnt habe, nämlich dass es in Kuba ein ziemlich großes Problem mit dem Zugang zu... Seife gibt. Also nahm ich verschiedene duftende Seifen und... Gummibärchen mit. Ich verteilte sie an Leute, die mit mir sprachen oder mir halfen oder an Kinder auf der Straße. Ich erinnere mich daran, dass ich eines Tages während eines Regengusses einem Mädchen Gummibärchen gab. Am nächsten Tag ging ich durch die Stadt und jemand aus der Ferne rief mir auf Englisch "Hallo" zu... ja, das war sie! Ich traf sie zum zweiten Mal ganz zufällig und sofort erschien ein Lächeln auf meinem Gesicht. Die Zeit in Kuba war kurz, aber wunderschön. Ich werde diese Reise nie vergessen. Außerdem wartete am Ende dieser Reise ein Oldtimertaxi auf mich, mit dem ich zum Flughafen fuhr. Und das Kleid, das ich trug, kommt aus dem Online-Shop Karko, wo ihr 15% Rabatt mit dem Magdalena-Code erhalten könnt!