Hessisch Lichtenau (Holleum) // Todesmarsch

Witajcie! Dziś opiszę Wam dwa wydarzenia, w których brałam udział w marcu i kwietniu.
9 kwietnia jako pracowniczka informacji turystycznej i działu promocji byłam na wycieczce z przewodnikami wycieczek z mojego miasteczka w miejscowości Hessich-Lichtenau.
Razem z przewodniczką w kostiumie Frau Holle (Pani Zamieć) zwiedziliśmy Frau Holle-Rundweg i Holleum, czyli Muzeum Frau Holle.
Frau Holle-Rundweg, czyli szlak Pani Zamieć, pokazuje na 12 stacji, zarówno legendy i postacie z bajki w połączeniu z miastem Hessisch-Lichtenau. Szlak rozpoczyna się przy bramie parku Mother Hulda. Okrągły otwór ma symbolizować studnię, a tym samym stanowić wejście do świata Pani Zamieć. Centralnym punktem parku jest odlew z brązu, pomnik naszej głównej bohaterki.
Park zdobią dzieła sztuki wykonane przez studentów Akademii Sztuki w Kassel wraz z tablicami z brązu i cytatami z baśni i legend.
W Holleum, centralnym punkcie wycieczki, czyli muzeum Pani Zamieć, przedstawione są imponująco cztery światy Pani Zamieć, a dokładniej cztery pory roku.
Szlak kończy się na bajkowej fontannie, wejściu do podziemi. Zmontowane rzeźby przedstawiają szczęśliwe dzieci i koguta, który ogłasza powrót złota i tzw. "pechowej Marii". Kto czytał lub oglądał - ten wie, o co chodzi :)
















________________________________________________

W marcu w moim miasteczku odbył się tzw. marsz śmierci - performance upamiętniający prawdziwy marsz śmierci więźniów z obozu koncentracyjnego Katzbach, który odbył się pod koniec marca 1945 roku. Figury z filcu przenoszone przez zgromadzone osoby, miały upamiętnić to trudne wydarzenie.

We Frankfurcie nad Menem pod koniec wojny istniał obóz koncentracyjny o najwyższej umieralności w Hesji. Więziono tu głównie powstańców warszawskich. Przeżyła ich tylko garstka.Tablica pamiątkowa na Zakładach Adlera głosi: "Ponad 1600 więźniów różnych narodowości więziono między sierpniem 1944 r. a marcem 1945 r. pod nadzorem SS w Hali I zakładów Adlerwerke AG". Raczej nikt się nie domyśli, że 90 % więźniów było Polakami. Z 1600 więźniów 528 pozostało na zawsze na frankfurckim cmentarzu. - Na pewno jest to jeden z największych grobów zbiorowych warszawiaków poza Warszawą - komentuje frankfurcki historyk Michael Knorn, współautor książki "Żyliśmy i spaliśmy między umarłymi" (1994). Chorych, łącznie kolejnych 500 osób, 13 marca 1945 r. wagonami towarowymi posłano w kierunku KL Bergen-Belsen. Transport najpierw utknął na 3 dni bez jedzenia i picia na bocznicy, a w Bergen-Belsen spośród trupów wyciągnięto zaledwie osiem żywych osób. Wcześniej niezdolnych do pracy odsyłano do tzw. "obozu chorych" KL Vaihingen. Zmarło tam 245 Adlerczyków. Przeżyć udało się Zygmuntowi Świstakowi, który trafił tam z Frankfurtu po wypadku przy pracy. Z KL Vaihingen w pociągu pełnym trupów posłano go do KL Dachau. Otwierając wagon esesmani spytali, czy ktoś jeszcze żyje. Po chwili Świstak usłyszał jęk kogoś dobijanego. Udał martwego, ale musiał chyba drgnąć. Poczuł, jak coś ostrego wbija mu się w krocze. Wieczorem półprzytomny wyczołgał się i wmieszał w tłum więźniów. Po marszach śmierci końca wojny doczekało jedynie pięćdziesięciu kilku spośród 1600 więźniów KZ Katzbach. 
"Dopiero dwa lata temu dowiedzieliśmy się, że we Frankfurcie istniał taki obóz" - mówią Niemcy.






To wydarzenie bardzo mnie - jako Polkę - poruszyło. Pewien bardzo ważny polityk, który przybył jako gość honorowy, opisał mnie nawet na facebooku, w związku z tym mi niezmiernie miło.