Faschig, czyli jak Niemcy świętują karnawał...

Witajcie! Dość dawno mnie tutaj nie było. Dziś mam dla Was dużą porcję zdjęć z niemieckiego karnawału zwanego "Fasching". 
Tutaj świętowanie wygląda inaczej niż w Polsce. Nie obchodzi się tłustego czwartku (chociaż mój chłopak wiedział, że w Polsce mamy taką tradycję i zaskoczył mnie pączkami :)), natomiast wszyscy się przebierają. To naprawdę kostiumowy szał. Już w styczniu wszystkie sklepy i markety zamieniają się w ogromne przymierzalnie, gdzie można kupić dosłownie wszystkie przebrania i dodatki, jakie się tylko wymarzy. Ceny też nie są małe, bo ja np. za mój strój królewny śnieżki zapłaciłam łącznie ponad 80 €.(=ponad 320 zł). Zabawa jest jednak wręcz nie do opisania przy przymierzaniu przeróżnych peruk i ubrań.
Kilka tygodni przed ostatkami organizowane są przeróżne imprezy, ale uwieńczeniem tego - czyli największą imprezą - jest ostatni weekend przed Postem. Sobota, niedziela, jak i poniedziałek (tzw. Rosenmontag) są świętowane przez tzw. "Faschingsumzug", czy też inaczej Fastnachtszug. To ogromna parada przez całe miasto, w której uczestniczą grupy przeróżnych przebranych osób. Mają swoje "pojazdy", każdy inną muzykę i bawią się przednio. Gromadzą się tłumy, które podziwiają tę paradę, przy czym zbierają to, co jest rozdawane - uczestnicy parady rzucają słodycze (żelki, cukierki, popcorn, itp.) dla dzieciaków, a dla dorosłych rozdają różne napoje alkoholowe.
Do tego mnóstwo konfetti i innych atrakcji.
Ja sobotę spędziłam w miasteczku braci Grimm Steinau an der Straße, a w niedzielę, czyli dzisiaj, przed wyjściem do kina byłam w heskim mieście Schlüchtern.
Pogoda również dopisała. Poniżej zdjęcia, które udało mi się zrobić.



























1 komentarz:

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.