Ostatnie wydarzenia...

Witajcie! 
Tak, wiem, nie było mnie tutaj prawie miesiąc... To dlatego, że u mnie jak zawsze sporo się dzieje. U nas panuje fala upałów, ostatnio znów było ponad 40 stopni - nie, to nie jest żart! Dla porównania - podobno na Majorce było wtedy 29 stopni:), więc możecie sobie wyobrazić, jak wszystko się rozpływa. Skończyłam pracę po 16 i marzyłam tylko o jednym - pójść na nasz odkryty basen! Niestety u nas w biurze w Wydziale Promocji nie ma extra klimatyzacji, więc ostatnie dni bardzo ciężko przetrwać.
Niedawno wróciłam i obiecałam sobie, że dodam w końcu ten wpis i zrelacjonuję Wam wszystko, co się u mnie ostatnio działo (a było tego dużo!).

Najnowsze zdjęcia są z przedostatniej niedzieli - również upalnego dnia, podczas którego byłam w wielu wspaniałych miejscach, w tym na przemiłym wydarzeniu przy moim kościele katolickim. Było to tzw. święto naszego proboszcza. Może dla niektórych brzmi to komicznie, ale nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak tutaj wygląda kościół katolicki. Niemcy w większości są ewangelikami - a zwłaszcza tutaj w Hesji. U mnie w miasteczku niewiele osób deklaruje się jako katolicy, ale ci co do naszego kościoła należą - są świetni! Przede wszystkim to zasługa naszego księdza, którego lubią i szanują WSZYSCY ludzie z miasta, niezależnie od wyznania. Nasz proboszcz jest już starszym człowiekiem, ale jest totalnie cool. Ciężko mi to tak krótko opisać, ale "msza" u niego wygląda zupełnie inaczej. Wychodzi do ludzi, rozmawia głośno, się śmieje, czasami częstuje osobiście ciastem przy wyjściu z kościoła... On żyje Kościołem, a jednocześnie jest totalnie "normalny" i nie robi zbędnego splendoru. Poza tym mamy piękny mieszany chór, który śpiewa naprawdę piękne piosenki - nie tylko drętwe pieśni, jak to ma miejsce w wielu kościołach w Polsce.
Poza tym nasz ksiądz rozmawia z każdym, kogo spotka, jest bardzo otwarty, jeździ STARYM samochodem i ubiera się totalnie oldschool'owo - np. w niedzielę na tę "uroczystość" włożył białą koszulę z podwiniętymi rękawami i dekoltem, kamizelkę, do tego długi krzyż swawolnie powieszony, mega rockowe spodnie, pasek, okularki i buty. Mnie się to podobało i NIE - nie jest to profanacja. Wręcz przeciwnie. poza tym tak jak wiele tutaj osób mówi, gdyby on tylko mógł mieć żonę i dzieci, to byłby najwspanialszym ojcem.
Co na przykład było podczas tego wydarzenia? - ciasta, obiad, PIWO (tak, piwo przy kościele:)), a do tego "koktajl Kopka" (tak ma na nazwisko nasz ksiądz :D) i wiśnie z jego ogrodu, które rozdawał wszystkim gościom. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię ten nasz KATOLICKI kościół tutaj. :) 

Pojawił się również nasz burmistrz, mimo że katolikiem nie jest i - jak zawsze - zrobił ze mną selfie... :)




Śmieszne zdjęcie? Tak, też tak uważam. :) Resztę dnia spędziłam w wielu pięknych miejscach...
















Pytacie o sukienkę - jest to oczywiście polska firma KARTES Moda, którą baaaaardzo polecam!

A to pierwszy artykuł mojego autorstwa w niemieckiej prasie :)


Przez przypadek zostałam "dziennikarką" lokalną:)
Wydział Promocji w ratuszu, radio, gazeta i kilka agencji PR... Tak pracuję po pół roku pobytu tutaj i jestem dumna łamiąc stereotypy "Polaków na zmywaku":)
I szkoła, do tego kurs językowy C1/C2..
Btw - trzymajcie kciuki za moje egzaminy 18. lipca:) Będę wdzięczna :)

********

W piątek 3 lipca miasto Steinau an der Straße świętowało 4 jubileusze - 725 lat praw miejskich, 40 lat mistrzów "Jarmarku Kataryńskiego", 30 lat wycieczek po mieście z przewodnikami i 25 lat od zburzenia muru w naszym mieście. Ok. godz. 19:30 goście przybyli do Markthalle - dużej hali w naszym ratuszu, gdzie przed wejściem zostali powitani przez orkiestrę dętą "Germania". Burmistrz miasta, Malte Jörg Uffeln i nastoletnia Amelie Bomba rozpoczęli wydarzenie i wprowadzili przybyłych gości w znakomity nastrój. Zaraz po tym nastąpiły liczne przemówienia i odznaczenia dla zasłużonych. Wieczór umilał gitarzysta Burkhard Wolk. Wydarzenie zakończyło przemówienie sekretarza stanu, Rainer Bomba, który opowiedział o digitalizacji panującej w obecnych czasach. Pan Bomba otrzymał od burmistrza ogromną flagę miasta. W dobrym humorze, przy jedzeniu i piciu impreza zakończyła się ok. godziny 22.






*********

W ostatni poniedziałek miałam miłą niespodziankę w pracy. Był u nas Dawid z Polski, który wędruje pieszo z Katowic z Polski do Santiago de Compostela w Hiszpanii i zbiera na trasie pieczątki.
Zostałam dzisiaj jego przewodniczką i oprowadziłam go po Muzeum-Domu Braci Grimm i Muzeum Steinau, przy czym mogłam opowiadać wszystko po polsku.
Dawid podróżuje bez pieniędzy i telefonu, nie przyjmuje też datków.
Jak sam mówi: łatwiej jest zarobić milion niż prosić kogoś o chleb.
Ma tylko aparat fotograficzny i robi po 1 zdjęciu oszczędzając baterię i kartę.
Planuje wydać książkę z relacją z podróży. Dziś jest u nas w Niemczech, ale za 18 dni planuje dotrzeć do celu.
Szacun!



*************

1. lipca w środę skończył się także mój kurs niemieckiego, który robiłam 2 razy w tygodniu wieczorami, żeby przygotować się do kolejnego certyfikatu językowego. 
Dziękuję mojej nauczycielce Antje Kramer, która robiła wszystko, by nam pomóc. Dziękuję także za kurs i miłych ludzi, różnorodne kultury i przyjaciół, z którymi spędziłam piękny czas.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.