Spacerem po kolorowym Frankfurcie...

Hej! Jak u Was? Ja wczoraj zrobiłam pieszo prawie 30 km. Postanowiłam obejść Frankfurt i rozejrzeć się za pięknymi miejscami (jakich w tym mieście nie brakuje!). Niestety padał deszcz, a ja oczywiście bez parasola, ale nawet to nie przeszkodziło mi w przemiłym spędzaniu czasu. Jedynie od butów zrobiły mi się odciski i musiałam kupić nowe. Spacerowałam tak od 7 do 21... :)) Skakałam po kałużach i bawiłam się świetnie. :D

Zrobiłam sporo zdjęć - tym razem karta mi się nie zepsuła - mam nową, ale...padła mi bateria w aparacie. :)

Uwielbiam Frankfurt za to, że daje możliwość spotkania się z prawdziwą kulturą na każdym kroku - nawet na ulicy. Mnóstwo muzyków i street art'y to tylko część tego, co można zobaczyć w tym mieście. To miasto niezwykle barwne i wielokulturowe.

Wczoraj pierwszy raz pojechałam do Frankfurtu pociągiem zamiast autem, żeby jednak pospacerować.





Mam w końcu zdjęcie z Europejskim Bankiem Centralnym, a także ze słynnym dworcem, który jest jednym z największych w Europie i ma 25 peronów.



Wspaniałe stare budownictwo, które uwielbiam:



A to widok z mojej ulubionej restauracji w centrum:


We Frankfurcie uwielbiam też to, że - tak jak wspomniałam - nie trzeba sięgać daleko, aby spotkać się ze sztuką. Ostatnio na jednej z ulic codziennie gra pewien Pan... ale zobaczcie na czym! :)  Jest cudowny!


Spacer wszystkimi frankfurckimi mostami:





Wczoraj jeździł stary pociąg z okazji "Osthafenfestival":


Wybrałam się do Galerii Sztuki "Schirn Kunsthalle" na wystawę "Paparazzi!", która jest tam od piątku. Znakomita! - jak wszystkie tam prezentowane.



Uwielbiam "Schirn" - m.in. za to, że można odpocząć i poleżeć patrząc w piękny, artystyczny sufit.




A tak wyglądają aparaty paparazzich:


"Czerwony dywan" i flesze:










Spacerowałam także brzegiem Menu. We Frankfurcie pokochałam to, że na każdym kroku są jakieś street art'y. 
Budowy, mury, ogrodzenia, wejścia do metra, bloki, a nawet słupki drogowe są pokryte sztuką i kolorami. Nawet w tak deszczowy dzień jak wczoraj było pięknie!




 













Jeśli już wspomniałam o koncercie - doszłam na "Osthafenfestival". To dwudniowy festiwal, na którym odbyło się 70 koncertów na kilku scenach. Publiczność miała możliwość wyboru repertuaru - a był naprawdę wyśmienity. Od poezji śpiewanej po ciężkiego rocka i electro.



Najpiękniejszym punktem tego dnia była jednak parada kultur - "Parade der Kulturen 2014" - ponad 50 państw, prawie 2000 ludzi, którzy je prezentowali, prawie 4 godziny parady, wspaniałe stroje, niesamowite tradycje i zwyczaje, stoiska z tradycyjnymi potrawami, ubraniami, przemili ludzie, hasła, jakie propagują dane państwa, muzyka i instrumenty z całego świata.

To było niewątpliwie jedno z najpiękniejszych wydarzeń w moim życiu. Dosłownie w kilka godzin mogłam poznać kulturę tylu krajów. Po raz kolejny uświadomiłam sobie, że muzykę można tworzyć na najbardziej minimalistycznych i prostych instrumentach - wystarczy kawałek drewna czy mała grzechotka.

Stałam na tej paradzie i płakałam jak małe dziecko - naprawdę się wzruszyłam... :)

Dodaję trochę zdjęć z telefonu - to tylko część tych "rewelacji". I tak nie odzwierciedla to tego, jak to wyglądało i brzmiało na żywo... :)




Przygotowania do parady - grupa z Wietnamu:


















































































Komuś udało się dojść do końca zdjęć z parady? :) Jeśli tak - niech zostawi ślad w komentarzu. :))

Te fotki tak długo wgrywały mi się na bloga, że jest już prawie 1:00 w nocy, czyli mamy poniedziałek. Opisywany dzień to oczywiście sobota. :)

1 komentarz:

  1. Dotrwałam do końca :) Miło się ogląda znane mi miejsca - akurat dziś spacerowałam z ukochanym w wielu miejscach tych w których i Ty byłaś. Pozdrawiam z okolic Frankfurtu.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.