Londyn - cz. 4

Cześć :)
Ech, znów nie mam jak na spokojnie czegoś tu napisać. Jak już Wam kiedyś wspominałam, analizuję książkę Zygmunta Baumana "To nie jest dziennik". Ostatnio wzięłam "pod lupę" rozdział "O wielozdaniowości" (chyba mój ulubiony), który przedstawia obecne życie codzienne młodych ludzi w świecie social mediów. Bauman pisze: "Jak wykazują badania przeprowadzone niedawno przez Ofcom, medialna "wielozdaniowość" pochłania obecnie 20% całkowitego czasu użytkowania mediów. Oznacza to, że przeciętnemu Brytyjczykowi udaje się wtłoczyć 8 godzin i 48 minut kontaktu z mediami w nieco ponad 7 godzin konsumpcji mediów. (...)Młodzi ludzie zdecydowanie sprawniej i gęściej kondensują aktywność na tym polu: potrafią zmieścić 9,5 godziny konsumpcji mediów w około 6,5 godziny "czasu rzeczywistego" - co więcej powtarzają ten wyczyn nieustannie, dzień za dniem."
Czy ktoś się z tym nie zgodzi? - to chyba pytanie retoryczne...

****

Mam dla Was kolejną część zdjęć z Londynu.

Najpierw "Sea Life Aquarium". Jest to jedna z największych, obok London Eye i Madame Tussauds atrakcji turystycznych Londynu, a poza tym to jedna z największych w Europie kolekcji gatunków organizmów morskich i słodkowodnych, od małych bezkręgowców, przez błazenki, cyruliki, mureny i piranie, po żółwie morskie, rekiny i płaszczki. Oprócz komercyjnej działalności placówka zajmuje się też ochroną gatunków zagrożonych. Wśród podopiecznych londyńskiego akwarium znajduje się para krytycznie zagrożonych wyginięciem krokodyli kubańskich. Mnie zachwyciły pingwiny i koniki morskie! :) Nowym doświadczeniem było dla mnie także dotknięcie rozgwiazdy. Niesamowitym przeżyciem było również przejście przez oszklony tunel, gdzie pod nogami i nad głową pływały m.in. rekiny!

Jeśli będziecie kiedyś w Londynie - jak najbardziej polecam odwiedzenie tego miejsca!!! 
















Wszystko byłoby cudownie, gdyby nie to, że - jak to w Londynie - zaczęło padać... ;)


Po zwiedzeniu "Sea Life" wybrałam się na zakupy w dzielnicy Camden Town ;)





Późnym wieczorem z kolei zawiało mnie na Soho i Chinatown...



Nocą na Tower Bridge... Trzeba było nadrobić zaległości :) (bo jak można być w Londynie i nie zobaczyć TB? :D)





A późną nocą Piccadilly, itd.



Ze względu na to, że był to mój ostatni dzień w Londynie - do domu wróciłam praktycznie o poranku i zanim się spakowałam - musiałam już wychodzić z domu :)

Rano walczyłam z czasem jadąc na lotnisko... ;) Nie zdążyłam nawet zważyć bagażu (który miałam wykupiony do 15 kg) i przy ekspresowej odprawie okazało się, że waży...15.0! :) Uff!

Lot był przecudowny - cały czas w chmurach <3 p="">



Po przylocie do Polski zatrzymałam się jeszcze w Warszawie, by zająć się kilkoma zaległymi sprawami, a pod wieczór spotkałam się z Paulą :)


I to chyba byłoby tyle :)

Aha! W trakcie przesiadki przed wyjazdem z Polski do Londynu (między autobusem a samolotem) miałam 15 minut, podczas których zrobiliśmy kilka spontanicznych zdjęć z Jackiem Michiejem:






Pobyt w Londynie był naprawdę fascynującą i nietypową przygodą, która zostanie w mojej pamięci bardzo długo. Niezmiernie urzekło mnie to miasto, zwłaszcza nocą... 
Cudowni, emanujący pozytywną energią ludzie, którzy byli tam ze mną, sprawili, że czas tam spędzony stał się jednym z najlepszych wspomnień w moim życiu! 
Mogłabym całymi nocami siedzieć z kubkiem gorącej kawy na ławce przy Tamizie i patrzeć się na oświetlonego Big Bena.

Londyn w moich oczach to miasto, w którym KAŻDY może się odnaleźć. Bez względu na wiek, wygląd, pochodzenie, wyznanie, tradycję, itp.
Oprócz tego, że to miasto ogromnych inspiracji, jest to miejsce, które sprawia, że każdy z nas może się najzwyczajniej w świecie dowartościować. Cały czas ktoś nas zaczepia, mówi przemiłe słowa, np. że masz piękne oczy, pyta dlaczego jesteś smutny, czy po prostu się zwyczajnie uśmiecha. W sklepie, na ulicy, w metrze czy nawet Subway'u o 3:00 w nocy :) 
Ludzie są dla siebie życzliwi - życzliwi po prostu, bezinteresownie. To w tym mieście urzekło mnie najbardziej... Na pewno jeszcze tam wrócę! :)

M.