Gips i Gazeta Wyborcza...

Hej ;)
Wiem, że długo nie pisałam, ale przez kłopoty zdrowotne nie wstawałam z łóżka, więc internet ograniczał się tylko do telefonu... W ostatnim czasie miałam gips aż do tyłka... Coś okropnego. Myślałam, że obędzie się bez niego, ale badanie USG wykazało, że jednak jest potrzebny :(


Ten gips był koszmarem... A właściwie nie gips, a masa powikłań z nim związanych. Lekarz zapowiedział mi 6 tygodni w gipsie. Codziennie musiałam robić zastrzyki przeciwzakrzepowe w brzuch - baaaaaaaardzo bolesna sprawa, po zastrzykach robią się siniaki, raz zrobił mi się pod skórą wylew, siniak na pół brzucha i w nocy zaczęła mi z niego lecieć krew. Gips był za ciasny pod kolanem i na łydce, noga drętwiała, była sina. Żyły bolały... Najpierw skrócono mi gips, później mi go zdjęto, bo mogłoby dojść do zakrzepicy żył głębokich, co jest bardzo niebezpieczne. Na razie bez gipsu przez tydzień, a co będzie potem - zobaczymy. Cały czas boję się, czy nie zrobił mi się zakrzep... Noga okropnie boli. Nie mogę na nią stawać, próbuję chodzić o kulach... Już 4 tydzień nie ma mnie w szkole... :|

No...ale nie ma tego złego! :) Mam ogromną energię i chęć walki z tym paskudztwem, robię sobie expresową rehabilitację i mam nadzieję, że się uda :) A że żyję teraz ze zdwojoną siłą - tym bardziej nie ma innej opcji :))) Mój cel to wyleczenie się do maja! Musi się udać ;D


*****

A co poza tym? W czwartek w "Gazecie Wyborczej" ukazał się artykuł na temat młodych osób, które na siebie zarabiają. W styczniu zgłosiła się do mnie dziennikarka tej gazety i usilnie namawiała mnie na wywiad. Nie lubię opowiadać o mojej pracy, więc początkowo miałam pewne obawy, ale zgodziłam się pod warunkiem autoryzacji tekstu... I to był poniekąd błąd - owszem, niektóre wypowiedzi są autoryzowane, a o niektórych dowiedziałam się dopiero z gazety... Ech, nie da się ukryć, że lekko mnie zszokowało to, co o przeczytałam o sobie i jako moje "wypowiedzi", o których pierwszy raz słyszę.
Najbardziej rozbawiło mnie to, że dorobiłam się na razie biżuterii :D Hehehehehehehe - rzeczywiście, tylko gdybym tak było to nigdzie bym się w życiu chyba nie wybrała, a właśnie zabukowałam wycieczkę do Grecji, więc chyba tak źle nie jest, no ale... ;D
Dwa - zdanie o tym, że zamieściłam na blogu ileś tam zdjęć własnych i biżuterii - haha robi wrażenie, pogratulować Pani dziennikarce! :)
A trzy - poprzednie sprawy mnie po prostu rozbawiły, natomiast jedna rzecz mnie lekko zabolała... Mianowicie to, że podobno nie mam autorytetów (może tylko mamę). No, ale przecież tak "pasowało" do artykułu, więc Pani dziennikarka musiała tak napisać...
To akurat chciałabym sprostować!!! Największym autorytetem jest dla mnie z pewnością Mama, chciałabym być kiedyś choć w połowie tak wspaniałą osobą, jaką jest Ona. To mój największy autorytet moralny. Co do Jana Pawła II - z pewnością to człowiek wielki i godny naśladowania. A skoro Pani pisała, że chodzę do kościoła to zdanie o tym, że JP II nie jest dla mnie wzorem do naśladowania trochę się z tym kłóci. Nie sądzicie? Chyba każda inteligentna osoba to wyczyta z artykułu... No, ale...co ja mogę, jak to już musztarda po obiedzie? :)))) Zauważcie jedną rzecz - np. to o autorytetach, czego NIE POWIEDZIAŁAM nie jest jako cytat z moją wypowiedzią, a "omówienie" mojej rzekomej wypowiedzi :) Więc łatwo się domyślić, co naprawdę mówiłam, a czego nie. :)))
W tekście obok mnie są takie osoby jak Zuzanna Bijoch czy też Piotr Kaszubski.


(aby powiększyć otwórz w nowym oknie)

******

Tak na koniec zdjęcie ze świąt z moim chrześniakiem :)


A jak Wam minęły święta? Wyjeżdżaliście gdzieś? :)

4 komentarze: