Codzien­nie walczymy z rzeczy­wis­tością, by nie zab­rała nam marzeń!

Witajcie moi Kochani! :*  Ostatnio w moim życiu dzieje się bardzo wiele. Prawda jest taka, że poniekąd jestem człowiekiem o dwóch twarzach... Dotychczas na blogu mogliście poznać tę jedną... Bardziej oziębłą, ukazującą mnie zawsze optymistyczną, uśmiechniętą, odważną, nieugiętą, konsekwentną, która posiada własne zdanie na każdy temat, a momentami żyje i pracuje jakby miała 40 lat, a nie 17... 
Pod tą maską kryje się jeszcze coś innego - nadwrażliwa, melancholijna, wiecznie pesymistyczna, nieśmiała dziewczynka, można nawet rzec: "szara myszka", która cały czas chciałaby być małym dzieckiem i która tysiąc razy potrafi analizować każdy gest czy słowo skierowane w jej stronę.
Tak, czasami czuję się jak w teatrze... Kilka lat temu przybrałam pewną maskę i tak bardzo wsiąknęłam w życie jako ktoś inny, że nie potrafię przestać... Czasami zastanawiam się nad tym, czy to chęć ukrycia swoich słabości, a może uczuć? Czy strach przed nimi? Nie wiem.
Ostatnio na religii mój katecheta powiedział, że jesteśmy tłumieni przez starsze pokolenia... Że okazywanie uczuć wygasa wraz z wiekiem. Coś w tym jest...
Czuję, że trochę pod wpływem mojej pracy "wygasłam" jeśli chodzi o moje uczucia. Z miesiąca na miesiąc wszystko staje się bardziej obojętne. Kilka lat temu przechodziłam takie momenty, że czułam się, jakbym miała 40 lat - moi rówieśnicy chodzili na imprezy, do kina, mieli czas na spotkania, a ja miesiącami siedziałam w stolicy, cały czas po szkole pracowałam - mailowałam, odbierałam telefony, tworzyłam bazy danych, itp. Zamknięta w czterech ścianach z pracą nie miałam nawet czasu myśleć o tym, co tak naprawdę czuję w tych wszystkich momentach... Showbiznes to okropny świat pozbawiony jakichkolwiek zasad czy wartości moralnych. Kilka lat temu wpadłam jako mała dziewczynka w to wielkie bagno. Można nawet powiedzieć, że największe - moim zdaniem jest to największe bagno zaraz po polityce... Miałam jakieś 11 lat, z maleńkiej miejscowości trafiłam do ogromnego miasta, jakim jest Warszawa. Zupełnie sama. Wiem, wiem - nikt mi nie kazał, sama tego chciałam. Pierwsze miesiące życia w tym świecie były dla mnie traumatyczne - jako taka mała dziewczynka z podstawówki nie potrafiłam zrozumieć, jak to możliwe, że ludzie potrafią być tak podli... W showbiznesie każdy brnie do celu po najmniejszej linii oporu - mówiąc potocznie: "po trupach". Wtedy nie mogłam pojąć, że dorośli, wydaje się inteligentni ludzie, są zdolni do tak okropnych rzeczy, jak np. grożenie fanom jakiegoś artysty, niszczenie im transparentów, zagłuszanie, wyzywanie ich (tak, jest tu mowa o ludziach z produkcji pewnego programu rozrywkowego z udziałem celebrytów, którzy ze względu na swoje "układziki" i sympatię lub antysympatię do pewnych osób byli zdolni do owych posunięć)...  
Nie mieściło mi się w głowie, że potrafią być tak bardzo zazdrośni o jakąś nastoletnią 'gówniarę', która nie miała żadnych znajomości, bogatych rodziców i przyjechała znikąd. Nie rozumiałam, dlaczego stawiali sobie mnie jako "konkurencję". Moją najważniejszą wartością w życiu jest SZCZEROŚĆ, w związku z czym bolała mnie ta obłudna, fałszywa rzeczywistość, a także ludzka zawiść, jaka panuje w świecie showbiznesu. Każdy każdemu non stop próbuje wbić nóż w plecy, przy czym fałszywie udaje osobę "do rany przyłóż" i się przymila "och, ach"... 
Pierwsze "branżowe eventy" były dla mnie totalnym szokiem... Najbardziej trafiało we mnie to, że widziałam ludzi, których znałam z ekranu telewizora i dotychczas bardzo szanowałam, jak np. leżą na trawie przed miejscem imprezy, cali brudni, pijani, wśród swoich wymiocin, czy też naćpani...
Jako taka mała, zawsze wzorowa, nieśmiała dziewczynka zupełnie nieznająca świata byłam w totalnym szoku. Jeśli ktoś ma swoje wartości w życiu to jest mu bardzo ciężko w takim bagnie.

Zapewne wielu osobom nasuwa się tutaj pytanie: gdzie byli rodzice tej dziewczyny? Otóż moi Rodzice są Kochani i bardzo odpowiedzialni! Początkowo nie było mowy o żadnych wyjazdach do stolicy... Później zawoził mnie Tata... Dopiero po kilku miesiącach zaczęłam jeździć tam sama, ale to dlatego, że mi bezgranicznie UFAJĄ, bo nigdy ich nie zawiodłam, bo przez pracę nigdy nie zawaliłam szkoły, bo nigdy ich nie okłamałam. To nie znaczy, że się o mnie nie bali - cały czas martwili się, gdy byłam poza domem... Do tej pory tak mają. Jednak bardzo ich kocham i jednocześnie w tym miejscu dziękuję za to, że pozwolili mi realizować swoje marzenia, nabierać nowego doświadczenia i rozwijać swoje pasje... Że zaryzykowali, choć tego nie chcieli. Mamo, Tato - DZIĘKUJĘ! :*

Z showbiznesu wyniosłam wiele - przede wszystkim uodporniłam się na świat i ludzkie zło. Być może za szybko "dojrzałam", przez co można powiedzieć straciłam swoje najlepsze lata, które według niektórych powinnam spędzić na imprezach, ale nie żałuję!
Z szarej, cichej myszki stałam się osobą odważną, wręcz pewną siebie i asertywną. Nie boję się wyrażać swojego zdania i nie załamuję się tak jak kiedyś, jeśli ktoś powie lub zrobi coś przykrego.
Wiem, do czego ludzie potrafią być zdolni, dlatego teraz nic nie jest mi straszne. Cieszę się, bo gdyby nie ten świat, nie poradziłabym sobie w tej szkole, w której jestem - uczę się w najlepszym liceum w mojej okolicy, jest naprawdę bardzo ciężko, ale ani razu z tego względu się nie załamałam. Wręcz przeciwnie - uwielbiam moją szkołę i nie zamieniłabym jej na żadną inną! :) Wiem, że gdybym nie uodporniła się wcześniej na ludzi - mogłoby być ciężko, a jest naprawdę super! :) Jestem niezniszczalna :)))

Jeśli chodzi o moją pracę - KOCHAM JĄ!!! :) Wiem już, co chcę robić w życiu. Mam swoje pasje, marzenia i cele, które staram się realizować. Ostatnio mój znajomy, który jest redaktorem naczelnym bardzo znanego, szanowanego magazynu powiedział, że 'podoba mu się moja konsekwencja i to, że mam konkretny pomysł na siebie mimo młodego wieku'. Tak, jestem konsekwentna w tym co robię... Moją wadą (choć według niektórych zaletą) jest nadmierny perfekcjonizm - wszystko musi być dopięte na ostatni guzik, co utrudnia mi trochę życie, ale jest miło. :)))


Zaufajcie mi - walczcie o swoje marzenia, rozwijajcie się! Nigdy nie wątpcie w to, co robicie!!! Przeskakujcie przez przeszkody. Pamiętajcie, że 'co nas nie zabije to nas wzmocni'. Jeśli ktoś będzie próbował Was zniszczyć - pokażcie mu ze zdwojoną siłą, na co Was stać. "Człowiek przegrywa tyl­ko wte­dy, gdy sam uz­na­je swoją po­rażkę i re­zyg­nu­je z dal­szej wal­ki o spełnienie marzeń." A wal­ka o marze­nia nie kończy się nigdy. Można marzyć całe życie!!!

Ja aktualnie chciałabym uczestniczyć w szkoleniach dla marketingowców z ZFPR (Związku Firm Public Relations), więc odkładam fundusze i lecimy! :) Moja Mama się śmieje, że będę tam ciekawym zjawiskiem - sami biznesmeni na sali, a wśród nich jedna roztrzepana nastolatka :D Haha :D:D:D:D

Ok, kończę te moje rozważania o wszystkim i o niczym... Musicie przywyknąć - ja już tak mam i postanowiłam, że od czasu do czasu będę się nimi z Wami dzielić.